Utknąłem na największym na świecie polu lodowcowym podczas burzy śnieżnej – i ty też powinieneś
Dwie kobiety na nartach biegowych przede mną wyglądają, jakby unosiły się w białej otchłani. Mój mózg wie, że ich narty technicznie dotykają ziemi, ale jesteśmy pochłonięci białą plamą tak gęstą i nieskończoną, że wszelka percepcja głębi rozpłynęła się wraz z horyzontem i widzę tylko ich złudzenie optyczne zawieszone w powietrzu.
Jestem w Jukonie w kanadyjskim Parku Narodowym Kluane i jeżdżę na nartach po największym niepolarnym polu lodowym na świecie (zarównoUNESCOwitryna iRekord Guinnessauchwyt). Ta zamarznięta przestrzeń jest centrum trzech lodowców. Jest czerwiec i śnieg jest gruby pod moimi butami, a pod nim jest 3000 stóp lodu. Zakończyliśmy pobyt na kempingu z przewodnikiem na polach lodowych Kluane i czekamy na lot, jeżdżąc na nartach. Tego ranka mieliśmy zabrać nas maleńkim samolotem śmigłowym i zabrać z powrotem do cywilizacji, ale nadchodząca burza mgłowa uniemożliwiła pilotowi lot. Zostajemy więc tu na kolejny dzień.
Aby zabić czas, wzięliśmy narty, kijki i nieporęczne satelitarne urządzenie GPS. Nie mogąc zobaczyć, dokąd zmierzamy, moi towarzysze podążają za małą czerwoną kropką wskazującą naszą lokalizację, a ja podążam za nimi, ufając, że nasze ślady zabiorą nas z powrotem do obozu. Zastanawiam się, czy ja też mam wrażenie, że unoszę się w powietrzu, ale trudno to sobie wyobrazić. Ostatnio czuję się cięższy niż zwykle, przytłoczony niespokojnymi myślami.
Podczas tej podróży zachowałem trochę energii. Przygody, która zaprowadziła mnie do odległych miast Jukonu, przez miejsca gorączki złota i na ten gigantyczny lodowiec. To doświadczenie poddało mnie próbie – nie tylko fizycznej, choć było to również satysfakcjonujące – i rzuciło wyzwanie innej części mnie: mojej cierpliwości.
Zaczynając od sklepów, górskich szlaków i historii o gorączce złota
Carcross to miasto pełne legendarnej historii i nieziemskiego piękna, takiego jak Jezioro Szmaragdowe.
Zdjęcie: Peter O’Hara i Jenna Dixon
Moje oczekiwania zaczęły rosnąć już w 2023 roku, kiedy po raz pierwszy usłyszałem oWycieczka po lodowcu, trzydniowy biwak w śniegu oferowany przezPółnocny Nomad na świeżym powietrzu, rdzennej firmy przygodowej orazOdkrycie pola lodowego, jedyny obóz dozwolony na polu lodowym. Niedawno zakochałem się w narciarstwie biegowym, a w opisie było napisane, że jest ono przyjazne dla początkujących, a poza tym w ciągu ponad 20 lat mojej pracy jako entuzjasta przygód na świeżym powietrzu nigdy nie słyszałem o spaniu bezpośrednio na lodowcu.
Bardzo chciałem się tam dostać, ale to była długa podróż. Najpierw poleciałem z Nowego Jorku do Whitehorse (przesiadką w Vancouver), spędziłem dzień w sąsiednim miasteczku Carcross, a następnego ranka jechałem przez dwie i pół godziny na zachód samotną drogą do Kluane Lake, skąd buszowy samolot mógłby mnie zabrać na pole lodowe. Miałem kilka godzin wolnego czasu do wypełnienia.
Na szczęście region jest pełen atrakcji. Historia gorączki złota w Klondike przyćmiewała doświadczenia Pierwszych Narodów w tym regionie, ale to się zmienia, szczególnie w miejscach takich jakCarcross.Mała społeczność (wzdłuż ullinia kolejowa łącząca Whitehorse ze Skagway na Alasce) jest pełne malowideł ściennych, słupów totemów, wiedzy o duchach i kolorowych domków z bali ozdobionych rogami łosi nad drzwiami, a wszystko to na skraju jeziora polodowcowego.
Po przejrzeniu różnych sklepów wCommons Carcrossa— centrum miasta z budkami sprzedającymi syrop, masło klonowe, kawę, ręcznie robione mydła, biżuterię i mokasyny — Kupiłem lody z pralinami w sklepieSklep wielobranżowy Matthew Watsona, najstarszy działający sklep w Jukonie. Rozgniatając ostatnie kawałki rożka waflowego przy słonecznych stołach na świeżym powietrzu, nawiązałem rozmowę z miejscowym Shane’em „Wallymanem” Wallym, członkiem Tlingit Nation idowódca załogi szlaku. WskazałGóra Montany, uderzając w obrzeże miasta. „Chcemy, aby mieszkańcy miast przyjechali sprawdzić tę ziemię i zobaczyć jej piękno” – powiedział mi.
Wallyman pomógł w projekcie oczyszczenia niektórych starych szlaków, które służyły niegdyś jako drogi dojazdowe do kopalni podczas gorączki złota, i przekształcenia ich w 57 mil szlaków pieszych i rowerowych. „Chcemy to zbudować w sposób zrównoważony, aby mogły tu przychodzić pokolenia” – powiedział. „Musisz dbać o ziemię; to jest według mnie najważniejsza rzecz”.
Spacerując po zachwycających krajobrazach miasta, myślałem o ochronie przyrody:Plaża Bennetta, przerywany łodziami, przystanią i plażowiczami na ręcznikach; pozornie nie na miejscuPustynia Carcross, mały obszar wydm, który kiedyś znajdował się na dnie jeziora; i lodowcowyJezioro Szmaragdowe, który mieni się wirami zieleni w błękicie. Poczułem, że żałuję, że nie znalazłem czasu na wędrówkę po Montanie i odwiedzanie większej liczby miejscMiejscowe miejsca historyczne związane z gorączką złota w Klondike(w tym rzekomo nawiedzonyhotelu Caribou), ale nadszedł czas, aby udać się na pole lodowe.
Lot na lodowiec
Mały samolot w krzakach przelatuje tak nisko nad górami, że szczyty za oknem wydają się sięgać poziomu ramion.
Zdjęcie: Marty Samis Photography
Rano jechałem 2,5 godziny nad jezioro Kluane, otoczone zielonymi górami, strumykami i śpiewem ptaków. Tam poznałem inne osoby, które zapisały się na tę wyprawę: siedem kobiet, głównie Kanadyjki, samotne i bezczelne. Zebraliśmy się na małym lądowisku na brzegu jeziora. Potem czekaliśmy. I po raz pierwszy odniosłem wrażenie, że rządzi tu natura.
Candace Dow, nasza przewodniczka i współwłaścicielka Northern Nomad Outdoors, ostrzegła nas, że możemy nie być w stanie dotrzeć na lodowiec w oczekiwanym dniu. Wszystko zależy od pogody, która tutaj, w dolinie, często wydaje się pogodna, ale jest zmienną, nieprzewidywalną siłą w oddali. Szliśmy więc przez las, brodziliśmy bez butów w jeziorze i wygrzewaliśmy się na słońcu.
Nie otrzymaliśmy pozwolenia przed zmrokiem, więc spaliśmy w skromnych łóżkach piętrowych, z których korzystali badacze przyjeżdżający na badania pola lodowego. Współzarządzany przezPierwsze Narody i Parki Kanada, Kluane przedstawia największe dowody zmian klimatycznych w Ameryce Północnej. Cofający się lód ma ogromny wpływ na styl życia wielu okolicznych Pierwszych Narodów, w tym przybrzeżnych Tlingitów i Carcross/Tagish, którzy uważają lodowce za istoty czujące i których zależność od wody lodowcowej i polowań na zwierzęta zmienia się ze względu na szybkie topnienie. W odpowiedzi miejscowi, tacy jak Wallyman i Dow, powoli projektują ostrożną, świadomą turystykę, która może wesprzeć ochronę ziemi.
Następnego dnia powiedziano nam, że pilot próbował kilka razy sprawdzić widoczność, ale musiał zawrócić. Zaczynam się niecierpliwić, żeby dostać się do matki lodowców. Spacerujemy jeszcze trochę, a moje niespokojne nogi są wdzięczne za ruch. Wybieramy się na sześciomilową wędrówkę szlakiem Sheep Creek Trail i jemy ziemiste, lekko gorzkie wierzchołki świerków, świeżo zebrane wzdłuż ścieżki.
Wreszcie, po dwóch nocach powolnego spacerowania i wpatrywania się w otaczającą nas ogromną dzicz, dostajemy sygnał od Dow: Już czas. Samolotem w buszu można wysadzić tylko trzy osoby na raz, więc ćwiczę cierpliwe czekanie na swoją kolej – a potem lecimy. Wznosimy się w powietrze w podmuchach wiatru, kurzu i ekscytacji.
Podaje mi łopatę, wskazuje miejsce na śniegu i mówi, żebym zaczął kopać dół pod namiot.
Gdy lecimy około 30 minut na zachód, obserwuję, jak falujące góry za oknem szybko zmieniają kolor z zielonego na brązowy i biały, aż wszystkie szczyty wokół nas są pokryte śniegiem. „Widoki nigdy mi się nie znudzą” – mówi Sherpal Singh, główny pilot Icefield Discovery, siedzący obok mnie, a jego głos wibruje w naszych słuchawkach. „Światło zawsze się zmienia”.
Przed nami pojawia się płaski teren, na którym mały samolot ląduje na ogromnych nartach przymocowanych do dna. Wyskakuję i patrzę, jak odlatuje, zamienia się w kropkę na horyzoncie, a potem znika. Ostrzeżono nas również, że odbiór może nie być możliwy w planowanym terminie, więc rozejrzałem się po swoim domu pod kątem najbliższej przyszłości.
Na polu lodowym nie ma zwierząt, ponieważ nie ma roślin ani niczego do jedzenia, więc jest ono całkowicie pozbawione życia. Jesteśmy sami. W oddali kilometry płaskiego śniegu otoczone są białymi górami. Na południowym zachodzie wznoszą się masywne szczyty z bitą śmietaną Mount Logan, najwyższa góra w Kanadzie i druga co do wysokości w Ameryce Północnej, po Denali. A przed nami długi, półcylindryczny namiot, z którego wyłania się kobieta i idzie w naszą stronę. Podaje mi łopatę, wskazuje miejsce na śniegu i mówi, żebym zaczął kopać dół pod namiot.
To Sian Williams, była asystentka naukowa i przewodnik, a obecny prezes i kierownik operacyjny Icefield Discovery. „I gotuj” – dodaje ze śmiechem. W dużym, wspólnym namiocie Weather Haven przygotowuje parujący budyń ryżowy z żurawiną, okłady z brokułów z komosy ryżowej z kremem z nerkowców i lepki brie podgrzany w piecu propanowym zrzuconym helikopterem.
„Gdybyśmy wszystko spakowali i wyjechali, nigdy nie dowiedzielibyście się, że to miejsce tu jest” – mówi Williams, wyjaśniając nam, jak ważne jest biwakowanie bez uderzeń. "Lodowce są dla nas niezbędne. To stąd pochodzą nasze zasoby słodkiej wody. " Ich zrównoważone inicjatywy obejmują pakowanie wszystkich śmieci, ale Williams sprawia, że wszystko jest beztroskie dla gości. Prowadzi obóz od około 25 lat i ma wystarczająco dużo zapasów, aby przebywać tu tygodniami – raz nawet pięć tygodni. „Czuję się niesamowicie szczęśliwa, bo uwielbiam tu być” – mówi.
Spanie, jazda na nartach i samoświadomość na lodowisku
Zaskakujące jest, że latem na lodowcu nie jest zbyt zimno. Na noc zaleca się zabranie ze sobą śpiwora zimowego, który można włożyć do większego śpiwora zapewnianego przez obóz.
Zdjęcie: Marty Samis Photography
Nocleg możliwy jest od kwietnia do sierpnia. Sierpień to także miesiąc, w którym po raz pierwszy widać zorzę polarną, a w niższych górach można zobaczyć krótkotrwałe jesienne liście. Jednak Icefield Discovery oferuje również opcje jednodniowej wycieczkiwycieczki lotniczedo września, aby podziwiać niesamowite krajobrazy, a nawet spacerować, a następnie wrócić. „Pierwszy i ostatni lot danego dnia jest zawsze niesamowity” – mówi pilot Singh. Mimo to Williams zaleca wycieczkę kilkudniową. „To bardziej realne przeżycie, poczuć pole lodowe” – mówi.
Mimo że pewnego ranka temperatura sięga minus 18 stopni Fahrenheita, w śpiworze czuję się magicznie ciepło. Dzień nagrzewa się do 40 stopni wraz ze słońcem, a my jeździmy na nartach lub w rakietach śnieżnych przez rozległy obszar, za każdym razem kierując się w różnych kierunkach od obozu, aż docieramy do gór i formacji skalnych na krawędziach pola lodowego i zawracamy. Wiecznie białe krajobrazy nie przypominają niczego, co widziałem wcześniej ani później. Po powrocie na obóz Dow prowadzi sesje jogi w celu regeneracji mięśni i medytacji.
Chmury – łącznie z eteryczną bielą – opóźniają nasz wyjazd o jeden dzień, potem o dwa. Nie przejmuję się logistyką podróży, ponieważ powiedziano nam, że zaplanujemy budżet na kilka dni buforowych przed lotem z Whitehorse do Nowego Jorku. Elastyczne bilety lotnicze są koniecznością podczas tej podróży.
Zwykle należę do osób, które przepełniają harmonogram i zawsze przechodzą do następnego działania. Ale tutaj muszę się poddać – Matka Natura nie dba o mój plan podróży.
W przerwie Williams uczy nas technik wiązania węzłów. Pijemy ciepłą herbatę, niektórzy czytają książki, a niektórzy czasopisma.
Muszę przyznać, że to jest dla mnie najtrudniejsze. Moja noga zaczyna się trząść z niespokojnej energii. Czy możemy znowu pojechać na narty lub w rakietach śnieżnych? Jak wypełnić spokojny czas? Zwykle należę do osób, które przepełniają harmonogram i zawsze przechodzą do następnego działania. Ale tutaj muszę się poddać – Matka Natura nie dba o mój plan podróży.
Podczas naszego ostatniego wspólnego popołudnia słońce wschodzi z taką intensywnością, że wszyscy wychodzimy na zewnątrz, aby zobaczyć, jak biel zamienia się w morze błyszczącego złota. Wykorzystujemy naszą praktykę jogi, wykonując ludzkie piramidy i równoważąc, starając się nie śmiać zbyt mocno, aby nie spaść na siebie. Gra wyrywa mnie z niepokoju. Nawet nie czuję zimna. Zdejmujemy warstwy i biegamy, niczym zimna kąpiel w orzeźwiającym powietrzu.
To być może najwolniejsza ze slow travel, podczas której zmuszeni jesteśmy pozostać w jednym miejscu tak długo, jak pozwoli na to pogoda, podziwiając piękno i ciszę. Myślę sobie, że przydałoby mi się trochę więcej przestoju. Bardzo podobała mi się ostatnia burza mgły, która trzymała nas w zawieszeniu na kolejny dzień. Patrząc wstecz, zdaję sobie sprawę, jak bardzo byłem w tym momencie w pełni obecny – bez żadnych zakłóceń. Pod koniec tej ostatniej wędrówki spojrzałem w dół i zdałem sobie sprawę, że tak, moje narty również zdawały się unosić w pustej bieli. Poddałam się i poczułam się nieważka.
Subscription
Enter your email address to subscribe to the site and receive notifications of new posts by email.
